tel: 791 027 797 mail: tastydietbymilena@gmail.com


Wszędzie można usłyszeć i przeczytać jak ważne jest karmienie mlekiem matki, jak ważne są zajęcia pozalekcyjne, jak ważne jest rozwijanie kreatywności dzieci. Gdzie się nie obrócisz można usłyszeć o bezstresowym wychowaniu, ale już gorzej jest z podawaniem informacji o tym jak szkodliwe w nadmiarze mogą być słodycze, słone przekąski, czy częste smażenie potraw. To nie znaczy, że takich informacji nie ma. One są, ale nie trąbią o nich wszyscy wokół, bo tak wygodnie.

Bo wyobraźcie teraz sobie, co drugą reklamę o tym np. co zawierają słodycze i jakie skutki uboczne ma ich nadużywanie. Nie jest to pożądana reklama przez producentów słodyczy, a dwa o wiele łatwiej słucha się reklam, które kojarzą się z czymś przyjemnym niż z czymś złym.

O tym jak szkodliwe jest nadmierne stosowanie np. słodyczy, słonych przekąsek, czy zbyt częste smażenie dowiesz się więcej dopiero, kiedy zaczniesz szukać informacji na ten temat.
I wiele osób wie, dlaczego nie powinniśmy zbyt często jeść wyżej wymienionych produktów, ale jednak jakimś dziwnym trafem mimo wszystko podaje je swoim dzieciom.


Ja się pytam dlaczego?

Przeglądam m.in. jadłospisy w przedszkolach, a tam na 5 obiadów, 4 to smażone to jest wręcz niewyobrażalne jak tak można. To nie znaczy, że dzieciom nie wolno podawać smażonych posiłków, ale one muszą być w bardzo ograniczonych ilościach. I boli mnie to jako dietetyka, ale też jako mamę, bo przedszkola, czy szkoły powinny być tutaj przykładem. Oczywiście są i takie placówki, gdzie jadłospisy są naprawdę bardzo dobrze skomponowane.

Często moi podopieczni zgłaszają się również z takimi problemami i mówią: „ bo sobie nie radzę, bo nie wiem, co zrobić i dam tego lizaka, ale zawsze sobie mówię to ostatni raz, ale to się powtarza kilka razy w tygodniu.
Zdarzało mi się być również świadkiem sytuacji, gdzie dziecko potrafi wymusić na rodzicach np. pączka, a mama, czy tata, żeby pociecha „nie robiła scen” kupili.
Absolutnie nie chce nikogo oceniać, ale należy zrozumieć, że tak nie wolno robić.

A teraz przedstawię Wam kilka odpowiedzi moich podopiecznych jakich udzielili, kiedy zapytałam się, dlaczego podają dziecku do jedzenia syf. Tak syf, dokładnie tak się zapytałam. I nie mówię tutaj o sporadycznym zjedzeniu słonej, czy słodkiej przekąski, ale spożywaniu takich produktów kilka razy w tygodniu, a nawet kilka razy dziennie.

Odpowiedzi:
Daje różne produkty, ale nic nie chce, a to przynajmniej zje.
-To oczywiste, że nie będzie jadło nic innego, bo frytki, czy lody smakują lepiej niż gotowany kurczak z makaronem, czy truskawki. Małe dziecko preferuje smak słodki więc znacznie trudniej jest mu zaprzyjaźnić się z np. z warzywami. Ale, żeby coś zmienić musisz na jakiś czas całkowicie wyeliminować niekorzystne produkty z jadłospisu.

To nagroda
– To słyszę notorycznie.
Ale za co nagroda? Za to, że dziecko zjadło coś co ma odżywić jego organizm i wnieść do niego jak najwięcej pożądanych składników? Taki posiłek, to już sama nagroda w sobie. Ale jeśli tak uczymy dzieci, to nie ma się co dziwić, że w wieku dorosłym ma problemy z nadwagą, otyłością, czy cukrzycą. I pamiętajmy, że dzięki takim nagrodom rozwalasz dziecku prawidłowy mikrobiom w jelitach, a tym samym przyczyniasz się do stanów zapalnych w dziecka organizmie, czy też obniżeniu odporności, ale też przyczyniasz się do rozwoju próchnicy. No nagroda warta oklasków. Czyż nie?

Bo to jest dla dzieci
– Często producenci na opakowaniach stosują takie chwyty, że dla dzieci, że z witaminami itp. Ale Ty masz swój rozum, sprawdź tabele i chociażby zawartość cukru na odwrocie opakowania. Dobrze wiesz, że 5g to jedna łyżeczka, a np. niektóre żelki w 100 gramach zawierają 60 gram cukru, czyli ponad połowa paczki to cukier!

Bo babcia, bo dziadek
-Wiem, wiem to jest dopiero wyzwanie, ale wychowanie dziecka jest wielkim wyzwaniem, więc dziadków też trzeba wziąć na klatę.

Jest nieznośne w sklepie, więc daję cukierka
-Przekupstwo?? Pomyśl, czy taki plan na dłuższą metę będzie dobry? Pamiętaj dziecko rośnie, nie wiesz jakie będzie za 2, 4, czy 10 lat. I co wtedy zrobisz w sytuacjach kryzysowych? Też przekupisz? Ale czym??? Hm??? Zastanów się, bo wyrządzasz dziecku sporą krzywdę.

Ja tak jadłam, żyję.
– Uwielbiam ten argument. Po pierwsze ile ruchu mieliśmy kiedyś, ile teraz. Po drugie kiedyś jeszcze słodycze nie były aż tak dostępne, a przynajmniej nie ta ilość i wybór jaki jest teraz. Żyjesz? To dobrze. Bardzo się cieszę, ale to nie znaczy, że wszystko u Ciebie funkcjonuje w 100% dobrze.

Pamiętaj to dziecko decyduje, czy jest głodne i czy zje, ale to Ty decydujesz, czy podajesz swojemu dziecku syf, przynajmniej przez pierwsze lata jego życia.

mgr dietetyki, psychodietetyk Milena Kryś

Share this post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *