
Wszędzie można usłyszeć i przeczytać jak ważne jest karmienie mlekiem matki, jak ważne są zajęcia pozalekcyjne, jak ważne jest rozwijanie kreatywności dzieci. Gdzie się nie obrócisz można usłyszeć o bezstresowym wychowaniu, ale już gorzej jest z podawaniem informacji o tym jak szkodliwe w nadmiarze mogą być słodycze, słone przekąski, czy częste smażenie potraw. To nie znaczy, że takich informacji nie ma. One są, ale nie trąbią o nich wszyscy wokół, bo tak wygodnie.
Bo wyobraźcie teraz sobie, co drugą reklamę o tym np. co zawierają słodycze i jakie skutki uboczne ma ich nadużywanie. Nie jest to pożądana reklama przez producentów słodyczy, a dwa o wiele łatwiej słucha się reklam, które kojarzą się z czymś przyjemnym niż z czymś złym.
O tym jak szkodliwe jest nadmierne stosowanie np. słodyczy, słonych przekąsek, czy zbyt częste smażenie dowiesz się więcej dopiero, kiedy zaczniesz szukać informacji na ten temat.
I wiele osób wie, dlaczego nie powinniśmy zbyt często jeść wyżej wymienionych produktów, ale jednak jakimś dziwnym trafem mimo wszystko podaje je swoim dzieciom.

Ja się pytam dlaczego?
Przeglądam m.in. jadłospisy w przedszkolach, a tam na 5 obiadów, 4 to smażone to jest wręcz niewyobrażalne jak tak można. To nie znaczy, że dzieciom nie wolno podawać smażonych posiłków, ale one muszą być w bardzo ograniczonych ilościach. I boli mnie to jako dietetyka, ale też jako mamę, bo przedszkola, czy szkoły powinny być tutaj przykładem. Oczywiście są i takie placówki, gdzie jadłospisy są naprawdę bardzo dobrze skomponowane.
Często moi podopieczni zgłaszają się również z takimi problemami i mówią: „ bo sobie nie radzę, bo nie wiem, co zrobić i dam tego lizaka, ale zawsze sobie mówię to ostatni raz, ale to się powtarza kilka razy w tygodniu.
Zdarzało mi się być również świadkiem sytuacji, gdzie dziecko potrafi wymusić na rodzicach np. pączka, a mama, czy tata, żeby pociecha „nie robiła scen” kupili.
Absolutnie nie chce nikogo oceniać, ale należy zrozumieć, że tak nie wolno robić.
A teraz przedstawię Wam kilka odpowiedzi moich podopiecznych jakich udzielili, kiedy zapytałam się, dlaczego podają dziecku do jedzenia syf. Tak syf, dokładnie tak się zapytałam. I nie mówię tutaj o sporadycznym zjedzeniu słonej, czy słodkiej przekąski, ale spożywaniu takich produktów kilka razy w tygodniu, a nawet kilka razy dziennie.
Odpowiedzi:
Daje różne produkty, ale nic nie chce, a to przynajmniej zje.
-To oczywiste, że nie będzie jadło nic innego, bo frytki, czy lody smakują lepiej niż gotowany kurczak z makaronem, czy truskawki. Małe dziecko preferuje smak słodki więc znacznie trudniej jest mu zaprzyjaźnić się z np. z warzywami. Ale, żeby coś zmienić musisz na jakiś czas całkowicie wyeliminować niekorzystne produkty z jadłospisu.
To nagroda
– To słyszę notorycznie.
Ale za co nagroda? Za to, że dziecko zjadło coś co ma odżywić jego organizm i wnieść do niego jak najwięcej pożądanych składników? Taki posiłek, to już sama nagroda w sobie. Ale jeśli tak uczymy dzieci, to nie ma się co dziwić, że w wieku dorosłym ma problemy z nadwagą, otyłością, czy cukrzycą. I pamiętajmy, że dzięki takim nagrodom rozwalasz dziecku prawidłowy mikrobiom w jelitach, a tym samym przyczyniasz się do stanów zapalnych w dziecka organizmie, czy też obniżeniu odporności, ale też przyczyniasz się do rozwoju próchnicy. No nagroda warta oklasków. Czyż nie?
Bo to jest dla dzieci
– Często producenci na opakowaniach stosują takie chwyty, że dla dzieci, że z witaminami itp. Ale Ty masz swój rozum, sprawdź tabele i chociażby zawartość cukru na odwrocie opakowania. Dobrze wiesz, że 5g to jedna łyżeczka, a np. niektóre żelki w 100 gramach zawierają 60 gram cukru, czyli ponad połowa paczki to cukier!
Bo babcia, bo dziadek
-Wiem, wiem to jest dopiero wyzwanie, ale wychowanie dziecka jest wielkim wyzwaniem, więc dziadków też trzeba wziąć na klatę.
Jest nieznośne w sklepie, więc daję cukierka
-Przekupstwo?? Pomyśl, czy taki plan na dłuższą metę będzie dobry? Pamiętaj dziecko rośnie, nie wiesz jakie będzie za 2, 4, czy 10 lat. I co wtedy zrobisz w sytuacjach kryzysowych? Też przekupisz? Ale czym??? Hm??? Zastanów się, bo wyrządzasz dziecku sporą krzywdę.
Ja tak jadłam, żyję.
– Uwielbiam ten argument. Po pierwsze ile ruchu mieliśmy kiedyś, ile teraz. Po drugie kiedyś jeszcze słodycze nie były aż tak dostępne, a przynajmniej nie ta ilość i wybór jaki jest teraz. Żyjesz? To dobrze. Bardzo się cieszę, ale to nie znaczy, że wszystko u Ciebie funkcjonuje w 100% dobrze.
Pamiętaj to dziecko decyduje, czy jest głodne i czy zje, ale to Ty decydujesz, czy podajesz swojemu dziecku syf, przynajmniej przez pierwsze lata jego życia.

mgr dietetyki, psychodietetyk Milena Kryś